Porady psychologa

INTERNET ?  TAK - NIE – KIEDY

  • Nieodłączna część współczesnego życia
  • Czy nasze dziecko może funkcjonować społecznie w przedszkolu, szkole nie stykając się z Internetem
  • Często słyszymy „Internet jest niebezpieczny”
  • Czy nie dopuszczać do kontaktu dziecka z Internetem
  • Jak to zrobić ,kiedy dostępny jest wszędzie, jeśli nasze dziecko nie ma Internetu to znajdzie dostęp w każdym telefonie, tablecie kolegi czy koleżanki
  • Czy Internet jest niebezpieczny, a może ciekawy, rozwijający, uczący

 

CO ROBIĆ

  • Często zadajemy sobie te pytania ,ale czy pytamy samych siebie o to czy nasze dziecko ma wyjść na dwór, przechodzić przez ulicę czy iść do sklepu
  • Wydaje nam się być rzeczą oczywistą ,że uczymy nasze dziecko jak poruszać się po otoczeniu, na co uważać a czym się zachwycić ,co może się przydać a co jest niepotrzebne –uczymy tego nawet o ty nie myśląc
  • Internet to takie nasze otoczenie wirtualne ,bez fizycznego kontaktu ale nieodłączne od naszego życia
  • Naszym zadaniem jest nauczyć dziecko jak się po nim poruszać ,z czego korzystać ,na co uważać, co przyjąć a co odrzucić

 

UCZYMY  PORUSZAĆ SIĘ PO ŚWIECIE INTERNETU

  • Pierwszy krok to musimy sami sprawdzić czy wiemy jakie możliwości daje Internet

Możemy

  • Zobaczyć odległe miejsca, zwiedzić znane muzea, poznać ciekawostki o świecie i przyrodzie
  • Korzystając z przekazów na żywo obserwować np. gniazda ptaków, ziemię z orbity
  • Uzyskać łatwy dostęp do wiedzy encyklopedycznej
  • Korzystać z coraz bardziej powszechnego załatwiania formalności przez Internet
  • Dowiedzieć się o wydarzeniach w naszej okolicy
  • Skorzystać z programów edukacyjnych
  • Specjalnie tworzonych gier i zabaw dostosowanych do wieku naszego dziecka
  • Porozmawiać z dzieckiem gdy jesteśmy daleko korzystając ze skyp’a

 

JAK CHRONIĆ NASZE DZIECKO

  • To rodzic jest przewodnikiem i nauczycielem ,dziecko poznaje Internet razem z nami
  • Kiedy dziecko nie będzie wiedziało jak postąpić, zwróci się do nas po pomoc a nie do starszego kolegi
  • To my uczymy nasze dziecko poruszania się po Internecie , stosując takie same zasady jak w otaczającym nas realnym świecie
  • Zapoznając nasze dziecko z Internetem , jesteśmy aktywnymi uczestnikami , kimś komu dziecko zaufa , nie będzie wstydziło się czy bało o coś zapytać . W ten sposób tworzymy stałą kontrolę nad jego bezpieczeństwem
  • Uczymy je , jak nie wierzyć we wszystko, co widzimy czy czytamy w Internecie
  • Starsze dziecko ostrzegamy , że rozmawiając z kimś i nie widząc go nie wiemy tak naprawdę kim jest ta osoba .To tak jak rozmowa z nieznajomym przez zamknięte drzwi –nasze dziecko wie , że obcego nie wpuszczamy do domu, nie mówimy nic o sobie ani o tym kiedy wrócą rodzice
  • Pokazujemy różnicę w świecie wirtualnym a realnym

 -zwiedzanie ZOO w Internecie i odwiedzenie ZOO naprawdę

 - gra w piłkę w Internecie – ta sama gra z tatą na boisku

  • Korzystamy z blokady rodzicielskiej

 (opr. M.Dębińska – psycholog)

 

BEZCENNY PREZENT DLA TWOJEGO DZIECKA

Zabawy ruchowe, poznawanie, doświadczanie świata,  razem z rodzicem,  to rzecz bezcenna. Nie można tego kupić w żadnym sklepie, nawet internetowym, ale rodzic zawsze może dać taki prezent swojemu dziecku, każdego dnia.

Fakty:

- naukowcy z Uniwersytetu w Cambridge  zbadali i potwierdzili, że każda godzina spędzona tygodniowo przez dziecko na dworze to  ok. 2% mniejsze ryzyko, że  będzie ono cierpieć na krótkowzroczność.  Nie jest to zależne od czasu poświęconego przez pociechę na czytanie czy grę na komputerze, ale od  ilości godzin spędzonych na  dworze. Poprzestanie tylko na skracaniu czasu przeznaczonego na zabawę na tablecie czy komputerze nie da takiego efektu ( wg Anna Błońska; Źródło EurekAlert!/Telegraph).

- pionierskie doświadczenia, przeprowadzone przez zespół C. Cotmana z University of California w Irvine (USA), wykazały, że synteza jednego z białek, kluczowych dla rozwoju i naprawy układu nerwowego, zwiększa się w mózgu pod wpływem ćwiczenia ruchowego. To białko to neurotrofina, w skrócie BDNF (ang. brain-derived neurotrophic factor). Jest ono niezwykle istotne dla procesów uczenia się i pamięci (na podstawie artykułu z wykładu wygłoszonego przez doc. dr hab. pracującym w Zakładzie Neurofizjologii Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego w Warszawie).

Jeśli doliczycie do tego Państwo bezpośredni kontakt z dzieckiem, dający mu poczucie akceptacji przez najważniejsze osoby w jego życiu, a także pewność siebie i bezpieczeństwo to jest to chyba najdroższa rzecz jaką może dostać dziecko od rodzica.

Spacer, gra w piłkę czy bieganie stają się brylancikami w jego rozwoju.

(opr. M.Dębińska – psycholog)

 

 

SUPER KADRA !

Ostatnio byłam na wykładzie dr Marzeny Żylińskiej, która napisała świetną książkę „Neurodydaktyka czyli neurony w szkolnej ławce”. To trend nauczania zgodny z rozwojem neurofizjologicznym czyli przyjazny człowiekowi i pozwalający osiągać mu najlepsze i najszybsze rezultaty w uczeniu się.

Jedną z głównych myśli jest idea znana od dawna ale rzadko realizowana – jeśli chcemy się czegoś nauczyć musimy mieć w tym aktywny udział – doświadczenia, możliwość robienia błędów i ich korekty.

Tak właśnie STARA SIĘ PRACOWAĆ KADRA W NASZYM PRZEDSZKOLU .

Dzieci spędzają wiele czasu na dworze, gdzie mają duży teren i sprzęt (zabawki) dostosowane do ich możliwości, zainteresowań. Jednocześnie pozwalające na doświadczanie świata, zbieranie różnych wrażeń zmysłowych. Maluchy uczą się je organizować, łączyć i wykorzystywać w swoim działaniu i rozumieniu świata.

Dzięki temu zdobywają również pewność siebie, właściwą samoocenę i stabilność emocjonalną .Wiedzą, że jeśli uczę się to znaczy nie umiem, muszę powtarzać, robić błędy i znów próbować aż osiągnę sukces.

W ogrodzie jest nowa huśtawka typu „gniazdo”, która daje możliwości zabawy dziecku w każdym wieku, jest tak atrakcyjna, że dzieci spokojnie czekają na swoją kolej, mogą huśtać się we dwójkę zbierając doświadczenie z bycia blisko z drugą osobą, współpracy, dostosowywania się. Daje im to tyle radości, że nawet nie zauważają jak przyswajają te trudne rzeczy. Ścianka wspinaczkowa pozwala im uczyć się oceny odległości, położenia swojego ciała, perspektywy - jak wyglądają rzeczy, które są niżej - wyżej, bliżej - dalej.

Ścieżka zmysłów rozwija ich czucie i zdolność do różnicowania wrażeń dotykowych, węchowych, wzrokowych, smakowych czy słuchowych.

Nikt nie stoi nad nimi kiedy one siedzą przy stolikach i nie opowiada im jak coś wygląda jak jest dalej (mniejsze) – bliżej (większe). Jeśli nauczyciel mówi, że pszczółki robią bzz a trawy szumią to dziecko może to tylko zapamiętać i odtworzyć, jeśli ktoś użyje innego określenia na te dźwięki nie będzie ono wiedziało o co chodzi. Nasze dzieci słyszą pszczoły latające przy lipach, szum wysokich traw, które rosną w przedszkolnym ogrodzie.

O hulajnogach, rowerkach bez pedałów, tablicach na dworze już pisałam - o ich zaletach dla rozwoju naszych dzieci.

Jak się Wam podoba gospodarstwo ekologiczne ? Czy wiecie Państwo, że dzieci same sieją, sadzą, dbają o rośliny i zbierają ?

Co może przebić satysfakcję z dyni, którą się samodzielnie posadziło, widziało jak jest mała, dbało o nią a ona rośnie duża, piękna. Sami gotujemy z niej zupę dyniową?

Czy jest coś co lepiej nauczy nas następstwa zdarzeń ? Albo wyhodowane własnoręcznie zboże czy inne rośliny.

Jak zapytacie skąd jest dynia, nie odpowiedzą jak większość innych dzieci „ze sklepu”.

O zwierzętach domowych większość dzieci jest „uczona” widząc obrazki i ponownie mamy odtwarzanie. Nauczyciel mówi – dzieci słuchają, zapamiętują (lub nie) i powtarzają .

Taki proces jest nudny, męczący – dzieci niepokoją się, zaczynają rozmawiać, próbują chodzić, myślą o czymś innym - my mówimy „przeszkadzają na zajęciach , nie potrafią przestrzegać zasad (siedzieć cicho i słuchać), są nieuważne dlatego nic nie zapamiętują”.

Czy to prawda – z tego co wcześniej pisałam jasno wynika że nie.

Jeśli jednak tak jak w naszym przedszkolu kadra postara się żeby mogły mieć jakieś doświadczenia w tym zakresie sytuacja zmienia się radykalnie.

Obserwowałam zajęcia w różnych grupach gdy do przedszkola przyszła Pani z jeżem afrykańskim. Dzieci nie tylko widziały jeża, mogły go pogłaskać, widziały jak szybko biega, jest śpiący, zwija się w kulkę. Były zaciekawione, pełne emocji, to pozwoliło im zapamiętać z łatwością, że to jeż afrykański, bo polskie jeże są pod ochroną i nie wolno ich trzymać w domu. Został zatarty obraz jeża z jabłkiem na kolcach (kolejne przekłamanie, w które wierzymy) jeże jedzą mięso a nie rośliny!

Niedługo w przedszkolu będzie pies i….prawdziwa świnka. Czy pamiętamy o tym, że świnie są mądrzejsze od psów, uwielbiają być drapane i bawić się zabawkami. Są czyste, a tarzanie się w błocie jest formą dbania o higienę skóry.

Państwo też mogą wiele zrobić. W piątek w przedszkolu był tata dziecka, który jest architektem - opowiadał krótko, potem pokazywał jak pracuje i wciągnął do tej pracy dzieci –projektowały własne domy. Można zarażać dzieci swoją pasją, zainteresowaniami, światem –wtedy się uczą gdy dajemy im możliwość samodzielnego działania , odkrywania „potykania się na błędach” podnoszenia i robienia dalszych prób.

To wtedy uczą się będąc szczęśliwe, nie męczą się, nie nudzą wyrastają na twórczych i kreatywnych ludzi.

Może nie każdy będzie Einsteinem, ale będzie zadowolone z życia, zresztą Einsteinem miał problemy w szkole i gdyby nie szukał i nie był krytyczny wobec wbijanej mu szkolnej wiedzy jego teoria nigdy by nie powstała.

Kadra przedszkola 401 w swojej pracy stara się realizować zasadę -jeśli chcemy się czegoś nauczyć musimy mieć w tym aktywny udział – doświadczenia, możliwość robienia błędów i ich korekty.

To powód dla którego tak lubię tu pracować i z zadowoleniem idę tam w każdy piątek i choć pracuję 4 godziny tygodniowo, to są to bardzo kreatywne i miłe godziny.

 

Małgorzata Dębińska

psycholog kliniczny

 

Witam wszystkich

Jestem psychologiem opiekującym się przedszkolem Nr 401 z ramienia Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej nr 18. Z fascynacją obserwuję wdrożony przez nauczycieli w tym przedszkolu program "Przedszkole bez zabawek".

Po raz kolejny chylę czoło przed kadrą tego przedszkola, jestem naprawdę pełna uznania, iż cały czas rozwijają swoją wiedzę, korzystając z niej tak, aby dzieci mogły rozwijać się jak najlepiej we wszystkich sferach. Nie tylko intelektualnej, ale emocjonalnej, społecznej, ucząc się kreatywności, współdziałania, empatii.

Na czym polega ten program ? zamiast zabawek, które można kupić, dzieci dostają rzeczy codziennego użytku, różne wydawałoby się niepotrzebne pozostałości - skrawki papieru, materiałów, folie, nakrętki, buteleczki, pudełeczka, guziki, sznurki, klamerki, włóczki itp. Teraz to są ich zabawki . Można by pomyśleć po co ten śmietnik? Najlepiej to zobaczyć, ale postaram się też opisać.

Kiedy weszłam do grup , dzieci same zaczęły prowadzić mnie i pokazywać co mają nowego, co zrobiły. Inne siedziały przy stolikach czy na dywanie i bawiły się wspólnie, bez przepychania. Nie widziałam żeby ktoś się nudził. Nawet te dzieci które niechętnie uczestniczą w zadaniach wymagających zrobienia czegoś, bo sprawia im to trudność, z radością tworzyły. Teraz nie było ważne jak wygląda ich "produkt", ale za co one go uznają, liczyła się wyobraźnia.

Widziałam tam samochody od sportowych po ciężarówki, zamki z rycerzami, zwierzątka, lalki, ludziki, aparaty fotograficzne, farmy z robaczkami ,klepsydry, drzewa, kwiaty i wiele innych rzeczy. W tych zabawach i rzeczach które zrobiły, widać było ich niezwykłą kreatywność-mogły robić to co chciały, tworzyć tak jak same wymyśliły, bez wzorców, porównywania i wymogów. To z kolei dawało im radość, poczucie że potrafią coś same, i satysfakcję że to co robią jest ważne i dobre.

Dzieci nie wiedzą o tym, ale w ten sposób uczą się patrzeć na jedną rzecz w różny sposób, pod innym kątem, zaczynają postrzegać świat wielotorowo. W ten sposób rozwija się ich samodzielne myślenie, uwaga, spostrzeganie. Nie opierają się tylko na wzorcach. Szukają czegoś nowego, innego a to pobudza ich zainteresowania, otoczenie staje się ciekawe.

Uczą się bawić samodzielnie, nie czekając aż ktoś podstawi im wzorzec. Dzisiaj to rzadko spotykane. Opieramy się na schematach : w pracy, myśleniu, widzeniu świata.

To fajne, że znowu pozwala się dzieciom myśleć na swój sposób.

Z poważaniem

psycholog kliniczny

Małgorzata Dębińska

 

Integracja sensoryczna

Co wspólnego ma jazda kołowym samochodzikiem z rysowaniem drogi w labiryncie?

(opr. M Dębińska - psycholog, terapeuta i nauczyciel metody SI)

Integracja sensoryczna, czyli zdolność do odbioru, przetwarzania, modulowania i łączenia wrażeń zmysłowych to baza dla prawidłowego rozwoju każdego człowieka w zakresie ruchu, myślenia, mowy, emocji, kontaktów społecznych.
Powinna być ukształtowana przed ukończeniem przez dziecko 7 r.ż, czyli zanim pójdzie do szkoły.
Okres przedszkola to czas intensywnego rozwoju procesów integracji sensorycznej i tworzących się na ich podstawie istotnych wyższych funkcji.
Dziecko będzie je z wykorzystywać zarówno podczas gry w piłkę, rysowania, uczenia się wierszyka, nawiązywania kontaktów z rówieśnikami czy nauki dostosowywania do reguł panujących w grupie.
Jeśli ich rozwój przebiega prawidłowo nasz maluch z radością będzie uczył się nowych rzeczy i dumnie pokazywał, że już wiąże sznurowadło.
Będziemy obserwować jak z zacięciem jeździ na kołowym samochodziku i pokonuje przeszkody, kręci kółka, wie gdzie zjechać, przyspieszyć i zwolnić żeby nie wpaść na kolegę, jechać po chodniczku a nie trawie.
Ale czy my zdajemy sobie sprawę, że takie dostosowanie do sytuacji, czyli reakcje adaptacyjne to połączenie, czyli integracja właściwie przetworzonych rażeń pochodzących ze zmysłu równowagi(system przedsionkowy), czucia głębokiego, czucia powierzchniowego oraz zmysłu wzroku.
Czy patrząc na to bawiące się dziecko zdajemy sobie sprawę,że ćwiczy ono umiejętność np. znalezienia wyjścia z labiryntu, które za chwilę da do rozwiązania wszystkim dzieciom nauczycielka w ramach ćwiczeń koordynacji wzrokowo-ruchowej?
Nasze dziecko podczas jazdy samochodzikiem doświadcza różnych wrażeń,łączy je w całość,potem rysowanie drogi w labiryncie nie stanowi dla niego problemu.

Patrząc na nasze dziecko często zdarza się nam, że porównujemy je z rówieśnikami, szczególnie wtedy, gdy mamy poczucie,że sprawia nam ono trudności.
Zastanawiamy się czy inne dzieci też się tak zachowują czy tylko nasze wymaga od nas takiego wysiłku, a może nie jesteśmy dobrymi rodzicami, czy wychowawcami?
Kiedy tak zaczynamy myśleć warto jest pamiętać , że każde dziecko chce przede wszystkim zadowolić dorosłego, pragnie być przez niego kochane, podziwiane i akceptowane. Jeśli wydaje się nam,że nasze dziecko chce nam utrudnić życie, bo "znowu wylało picie na czysty obrus", biegnąc potknęło się i wywracając pobrudziło czyste ubranko, a przecież prosiliśmy,żeby nie biegało, musimy przede wszystkim zastanowić się, jaka jest tego przyczyna. Bo nikt nie chce,żeby miano do niego pretensje, było się z niego niezadowolonym, tym bardziej ktoś tak ważny jak rodzic czy ciocia w przedszkolu.
Jednym ze spojrzeń na takie sytuacje,czy odpowiedzią na nasze pytanie może być teoria integracji sensorycznej.
Metoda wprowadzona w latach siedemdziesiątych w USA przez J.Ayres, terapeutkę zajęciową, doktora psychologii wychowawczej profesor pedagogiki specjalnej.
Jej teoria oparta jest na szerokiej wiedzy z zakresu wspomnianych specjalności, rozwoju neurofizjologicznego dziecka i wieloletnich doświadczeń w pracy i terapii dzieci.
Skonstruowana w oparciu o teorię obserwacja kliniczna i standaryzowane testy Południowo-Kalifornijskie są podstawą oceny rozwoju procesów integracji sensorycznej u dziecka i ewentualnym wyznacznikiem przebiegu terapii.
Integracja sensoryczna mówi o umiejętności naszego układu nerwowego do odbierania, przetwarzania, łączenia oraz modulacji wrażeń zmysłowych, a także tłumaczy, jaki ma to wpływ na rozwój innych funkcji, które będą potrzebne nam do dobrego działania przez całe nasze życie.
Szczególne miejsce zajmują zmysł równowagi (przedsionkowy), czucia powierzchniowego i czucia głębokiego, czyli propriocepcji.

Co jest w nich takiego ważnego i co je łączy?
- po pierwsze ich rozwój zaczyna się najwcześniej bo już w okresie życia płodowego
- po drugie z reguły nie uświadamiamy sobie ich działania
- po trzecie są one bazą dla prawidłowego rozwoju np. percepcji wzrokowej, słuchowej
- po czwarte mogą wpływać znacząco na osiąganie przez nas takich umiejętności jak np. mowa,sprawność ruchowa począwszy od tych najbardziej podstawowych jak unoszenie główki, czy obracanie się z pleców na brzuszek i odwrotnie czy raczkowanie u niemowlaka poprzez chodzenie, umiejętność łapania, rzucania, jazdę na rowerze czy prowadzenie samochodu,zdolność do koncentracji uwagi, równowagi emocjonalnej.

Zacznijmy od pierwszego punktu.
W okresie życia płodowego działają już zmysł słuchu i wzroku, ale są one mało wyraziste. Natomiast zmysł grawitacji (przedsionek) odbiera każdy ruch matki, dziecko a właściwie jego układ nerwowy uczy się np. jak ułożyć ciało, aby utrzymać właściwą pozycję w łonie.
Nasza skóra, która na etapie zarodkowym rozwija się z tej samej warstwy komórkowej (zewnętrzny blastomer), co układ nerwowy, rejestruje każdy dotyk np. wód płodowych ucząc nas gdzie są granice naszego ciała, co jest przyjemne a co nie, co może być zagrażające a co obojętne.
Z kolei czucie głębokie, czyli pochodzące z naszych ścięgien, mięśni i stawów rejestruje każdy nacisk dając informacje gdzie znajdują się i w jakim są położeniu nasze części ciała.
Dziecko rodzi się i świat zaczyna poznawać przede wszystkim poprzez dotyk, ruch i czucie głębokie. Jeśli płacze i czuje się zagrożone będzie przytulać się do matki dążąc do kontaktu poprzez dotyk, uścisk. Jeśli będzie kołysane ten znajomy ruch (jeszcze z życia płodowego) uspokoi go.
Nie zawsze tak się dzieje, ale właśnie odmienne zachowanie np. odpychanie, nasilenie płaczu mogą być wskaźnikami, że mamy do czynienia z problemami w sprawnym funkcjonowaniu tych zmysłów.
Nie zawsze uświadamiamy sobie ich działania ? czy w tej chwili zastanawiają się Państwo jak utrzymać równowagę na krześle i nie spaść z niego? lub co zrobić żeby utrzymać uniesioną głowę.
W jakiej pozycji i gdzie znajdują się Państwa części ciała np. lewa stopa lub myślą jak maja ułożyć wargi, język żeby wyrazić zdziwienie O O.
Jakie w dotyku jest ubranie miękkie, szorstkie, ciepłe, zimne, czy czują Państwo oddech sąsiada czy ruch powietrza, jeśli ktoś obok nas przechodzi?
Myślę, że nie, te wrażenia nie docierają do naszej świadomości dopóki ktoś nam nie zwróci uwagi, tak jak nie myślimy czy działa nasze serce dopóki nie zacznie źle funkcjonować.

Teraz chciałabym przedstawić pewne zależności pomiędzy złym funkcjonowaniem tych systemów a takimi zachowaniami dzieci, które mogą nas drażnić czy niepokoić.
Oczywiście będą to tylko przykłady i nie wyczerpują wszystkich możliwości.
Zacznijmy od systemu przedsionkowego. Od jego dobrego funkcjonowania zależy między innymi napięcie posturalne, czyli napięcie mięśniowe które pozwala nam się bez trudu przeciwstawiać sile ciążenia i nie rozpłaszczać na ziemi jak kisiel, ale również pozwala na utrzymanie pozycji siedzącej bez wysiłku i odczuwania dyskomfortu reakcje posturalne np. równoważne zdolność do płynnego śledzenia poruszającego się przedmiotu czy szeregu przedmiotów bez potrzeby ruchu głową np. gdy rysujemy, czytamy fiksacji wzroku ? kiedy bez problemu możemy np. obserwować wykonywana przez siebie czynność (jak byście państwo prowadzili samochód bez tej zdolności) płynność ruchowa i współdziałanie obu stron ciała, zdolność do przekraczania linii środka ciała.
Wszystkie te funkcje są np. niezbędne żeby dobrze złapać piłkę:
-musimy skupić na niej wzrok, obserwować ruch,
-płynnym ruchem wyciągnąć obie ręce i jednocześnie zacisnąć je na niej we właściwym momencie,
-trzeba utrzymać równowagę ciała żeby nie przewrócić się z piłka potrzebna nam równowaga.

Wszystkie te funkcje zależne od właściwej pracy systemu przedsionkowego, muszą być jeszcze połączone z wrażeniami z innych zmysłów, aby nasz mózg mógł tak pokierować naszym ciałem żebyśmy osiągnęli sukces ? piłka została złapana.
Wrażenia czucia głębokiego (wrażenia odbierane z mięśni, ścięgien i stawów pozwalają nam na czucie położenia naszych części ciała względem siebie a także ich położenia względem otoczenia), będą nas informować w jakim położeniu są nasze ręce i w połączeniu z innymi wrażeniami np. wzrokowymi, pozwolą ocenić odległość, prędkość i wybrać odpowiedni moment do wykonania ruchu.
Jak już wspomniałam czucie powierzchniowe pozwoli nam nie tylko odbierać takie wrażenia jak miękkość, twardość, gładkość, szorstkość, ciepło, zimno czyli rozpoznać np. kształt ołówka itd., ale również pozwoli nam różnicować te wrażenia.
Czucie to da nam wiedzę czy coś jest to dla nas zagrażające czy obojętne, czy trzymamy ołówek a może patyk albo robaka.
Propriocepcja pozwoli nie tylko poczuć ciężar ołówka, ale np. ułożenie na nim naszych palców.

Jak to przełożyć na nasze dziecko:
nie chce rysować, rzuca kredką, albo bazgrze i szybko biegnie robić coś innego.

Patrząc po przez pryzmat integracji sensorycznej możemy przypuszczać, że:
Ma słabe napięcie posturalne - trudno jest mu utrzymać pozycję siedzącą, męczy się starając się ją utrzymać. Taka pozycja wymaga dobrego napięcia mięśniowego na tułowiu, dlatego będzie silnie napinało ręce, dłonie.
Efektem będzie ograniczenie ruchu ręki, brak płynności ruchowej na dalszym etapie dziecko szybko odczuje ból w rękach i dłoniach.
W rezultacie rysowanie, pisanie będzie dla niego czynnością trudną i nad wyraz nieprzyjemną.
Może mieć słaby odbiór wrażeń czuciowych to tak jakby państwu kazano rysować w rękawiczkach (proszę sobie przypomnieć czy łatwo jest np. wlać picie z termosu do kubka, kiedy mamy grube rękawiczki na dłoniach).
Zaburzenia czucia powierzchniowego i głębokiego, a także dysfunkcja przedsionkowa mogą być przyczyną niezgrabności ruchowej, problemów w planowaniu motorycznym, czyli umiejętności dobrania ruchów odpowiednich do wykonywanej czynności.

Jak to przełożyć;
Czy ktoś zastanawia się jak ułożyć wargi, język żeby mówić ? nie, a przecież jednym z ważniejszych elementów mowy jest właśnie umiejętność naszego mózgu do planowania ruchu.
Ktoś może powiedzieć, ale przecież moje dziecko świetnie mówi. To prawda, ale problem ten może ujawniać się na różnych poziomach np. codziennym funkcjonowaniu.
Dziecko trzyma w ręce kartonik z piciem z rurką w środku, a w drugiej zabawkę, mama podaje mu książeczkę.
Co robi? ? łapie ustami słomkę i puszcza kartonik, żeby wziąć książeczkę.
Nie przewiduje, że kartonik spadnie na ziemie a sok się wyleje ? takie zachowanie to nie wynik lenistwa lecz zaburzenia w planowaniu motorycznym.
Problem ten może ujawnić się również w opanowywaniu różnych umiejętności rozwojowych takich jak czynności samoobsługowe (rozbieranie, ubieranie), jazda na rowerze itp.
Jego rysunki są często schematyczne, źle rozplanowane na kartce lub z dziurami po częstym ścieraniu gumką.

Co dzieje się gdy dziecko ma takie problemy.
Jeśli nie potrafi się np. rozebrać często robimy to za niego, ale z komentarzem, że przecież w już nie jest maluszkiem, albo nazywamy je leniuszkiem.
Trudności w opanowywaniu umiejętności ruchowych stawiają je w pozycji fajtłapy i niezdary, z czasem będzie robiło wszystko żeby uniknąć takich sytuacji np. mówiąc, że zabawa jest głupia lub źle się czując.
W przedszkolu może być będzie karcone za niechlujstwo, "bo przecież mogłoby się postarać".
Teorię, że to lenistwo i niechęć będą potwierdzać takie sytuacje, kiedy dziecko, któremu bardzo zależy na akceptacji naprawdę włoży ogromny wysiłek i dobrze wykona zadanie, ale nikt nie zdaje sobie sprawy, że jest to heroiczny wysiłek wymagający takiej koncentracji i wysiłku emocjonalnego jak np. gdyby nam kazano skopiować tekst pisany po japońsku lub przejść po linie na wysokości np. pierwszego piętra.

Na końcu chciałam jeszcze zaznaczyć, jaki jest związek pomiędzy zachowaniami, które możemy określić jako nadpobudliwość a dysfunkcjami w zakresie integracji wrażeń zmysłowych.
U wielu dzieci z rozpoznaniem nadruchliwości współwystępują jednocześnie deficyty integracji sensorycznej,które nasilają jej objawy.
Przyczyną takich zachowań jak nadruchliwość, trudności w koncentracji uwagi, impulsywność mogą być zaburzenia w modalności bodźców sensorycznych lub/i dysfunkcja przedsionkowo-proprioceptywna.
Syndromem zaburzonej integracji sensorycznej szczególnie predysponującym do wystąpienia objawów nadpobudliwości psychoruchowej jest tzw. obronność (nadwrażliwość) sensoryczna, czyli - zła tolerancja bodźców jednej, lub kilku modalności.
Doświadczony terapeuta SI potrafi dostrzec objawy nadwrażliwości zmysłowej już u kilkumiesięcznego niemowlęcia.
Są to dzieci, które brane na ręce reagują miast poprawą, dezorganizacją zachowania - prężeniem się, odpychaniem od ciała matki; mają problemy ze ssaniem, źle sypiają.
Nie lubią zabiegów pielęgnacyjnych tj. mycie twarzy, głowy, czesania - w sytuacjach tych ujawniają wyraźny dyskomfort i pobudzenie.
Będąc w przedszkolu mogą odmawiać lepienia z plasteliny, klejenia, malowania palcami, jedzenia niektórych lub większości potraw. Zwłaszcza zaś źle tolerują bliskość fizyczną innych osób, bycie przez nie dotykanymi.
Zaburzenia w modulacji informacji sensorycznych mogą prowadzić do stanu ciągłego pobudzenia emocjonalnego.
Wywołują niejednokrotnie reakcję ucieczki z sytuacji, w której jest się narażonym na dotyk, czy wycofywanie się z działań wymagających przebywania w większej grupie. Przejawia się to zaburzeniami w relacjach rówieśniczych i labilnością emocjonalną (od nieśmiałości i wycofania się z kontaktów po zachowania typu agresywnego).
Największych problemów przysparzają nam zachowania, które interpretujemy jako agresywne.
Warto wiedzieć, że np. gwałtowne odepchnięcie rówieśnika, bez wyraźnego powodu, może wynikać z nieodpartej, intuicyjnej potrzeby obrony przed niespodziewanymi bodźcami dotykowymi, których potencjalnym źródłem jest ów kolega.
Jednocześnie dzieci te przejawiają duże zapotrzebowanie na wrażenia z czucia głębokiego (proprioceptywne) co sprawia, że ich formy wchodzenia w kontakt fizyczny często mają postać gwałtownego, mocnego przytulania / ściskania, odbieranego przez innych jako atak.
Nadwrażliwość na bodźce zmysłowe z otoczenia jest przyczyną trudności w koncentracji, rozpraszalności uwagi. W konsekwencji pojawiają się problemy np. w respektowaniu zasad grupy, nieuważne wysłuchiwanie poleceń i trudności z ich prawidłowym wykonywaniem.
Styl reagowania dzieci z obronnością dotykową, można by krótko określić "walczyć lub uciekać", aby uniknąć drażniących doznań.
Nie mają sensu i nie odniosą skutku upomnienia. Odczuwany dyskomfort jest prawdziwy i dziecko nie może powstrzymać się od zachowań mogących go choćby chwilowo zredukować.

Nieco odmienny mechanizm wzmożonej aktywności ruchowej i trudności z koncentracją uwagi występuje przy innym zaburzeniu integracji sensorycznej ? dysfunkcji układu przedsionkowego pod postacią jego podwrażliwości.
Słaby odbiór wrażeń płynących z siły grawitacji sprawia, że dziecko podświadomie poszukuje takich doświadczeń poprzez ciągłe zmiany pozycji, ruch, dzięki którym pobudza receptory błędnikowe.
Konsekwencjami tej dysfunkcji przedsionkowej jest także obniżone napięcie posturalne oraz słabe reakcje równoważne. Długie siedzenie jest dla tych dzieci bardzo męczące. Przyjmują różne niesprzyjające pracy stolikowej pozycje ciała (np. "pokładają się" na stoliku, podpierają głowę ręką), stopniowo tracąc zdolność koncentracji na wykonywanym zadaniu.
Zdarza się, że potrzeba ruchu (poprawiającego stan napięcia mięśniowego) jest tak silna, że dziecko huśta się na krześle, "samowolnie" wstaje i chodzi po sali.
Konflikt pomiędzy niezaspokojeniem tej potrzeby, a chęcią podporządkowania się stawianym wymaganiom powoduje wzrost napięcia emocjonalnego, łatwo ulegającego gwałtownemu rozładowaniu.
Drobna uwaga ze strony rodzica, nauczyciela, wydanie kolejnego polecenia mogą prowadzić do wygórowanej nieadekwatnej reakcji.

Jak już poprzednio wspominałam podałam tylko przykładowe zależności pomiędzy rozwojem procesów integracji sensorycznej a różnymi problemami dzieci, które możemy pomyłkowo uznać za tak zwane "złe, czy trudne zachowanie".
Jeśli mają państwo wątpliwości proponowałabym skontaktować się z terapeuta integracji sensorycznej, który przeprowadzi pełną diagnozę będącą podstawą oceny jak przebiega rozwój procesów SI, a także będzie punktem wyjściowym do prowadzenia ewentualnej terapii.
Chciałabym jednak zaznaczyć, że pewne trudności, czy niepokojące zachowania dzieci mogą podobnie się prezentować, ale mieć inne źródło (dlatego niezbędna jest diagnoza).
Nie zawsze ich przyczyną są zburzenia SI, dlatego metody tej jak i każdej innej nie należy traktować jako panaceum na wszystko.
Warto jednak w takiej sytuacji diagnozować, ponieważ terapia musi być dobrana indywidualnie do każdego dziecka.

Podaję również literaturę oraz stronę internetową gdzie mogą Państwo uzyskać więcej informacji dotyczących przedstawionego materiału.

Violet F. Maas "Uczenie się przez zmysły" Wyd. Szkolne i Pedagog.
http://www.PSTIS.pl